Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Z rozkazu jego ekscelencji generał-gubernatora dostarczamy panu list urzędowy.
Z temi słowy kapitan rzucił na brzeg dużą kopertę z przywiązanym do niej kamieniem.
Kowal podniósł kamień i rozerwał kopertę. Kilkadziesiąt par oczu osadników śledziły za wyrazem twarzy czytającego.
Kancelarja generał-gubernatora donosiła, że jego ekscelencja generał, baron Korf, dowiedziawszy się o obywatelskiej pracy studenta Kowala na wyspie Olchon, chce go poznać osobiście, i w tym celu posyła po niego statek rządowy.
Student oznajmił kapitanowi, że po chwili będzie gotów i zjawi się na statku, zgodnie z życzeniem generała.
Gdy kowal oznajmił w osadzie, że musi wyjechać, gdyż go wzywają do Irkucka, zapanowała wielka i szczera rozpacz. Ludzie cisnęli się, jak dzieci do młodzieńca, szlochali, modlili się i wzdychali.
— Nie powiesi mnie przecież generał-gubernator? — ze śmiechem mówił Kowal.
— Kto wie? — potrząsali głowami starsi osadnicy. — Gdy władze wzywają — to zawsze źle!
— Może nie powieszą ciebie, Burchan, — zauważył Buszak — ale mogą cię tu do nas więcej nie puścić. Tacy, jak ty, wszędzie są potrzebni... Co wtedy my tu bez ciebie poczniemy? Bieda!