Strona:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Podniósł się na spotkanie Kowala, wyciągnął do niego rękę i łamaną mową rosyjską zaczął podziwiać działalność studenta śród nieszczęśliwych tubylców wyklętej wyspy. Mówiąc to, zwracał się do obecnych dygnitarzy i ci również bardzo pochlebnie wyrażali swoją opinję o pracy Kowala. Nareszcie generał poprosił studenta usiąść i opowiedzieć o całym przebiegu jego czynności na Olchonie.
Kowal rzeczowo i barwnie zarazem naszkicował przejście ludności, umierającej w barłogach, do formy życia współczesnych osadników, a gdy mówić zaczął o swoich spostrzeżeniach medycznych, słuchający go uważnie główny inspektor lekarski dr. Aleksandrowicz prosił go o odczyt w towarzystwie lekarskim.
Baron Korf zaprosił wszystkich na kolację, a nazajutrz, gdy Kowal miał odczyt w towarzystwie lekarskim, zaszczycił go swoją obecnością, podkreślając swoje zainteresowanie osobą i pracą studenta. W rezultacie generał oznajmił, że będzie nalegał na założenie centralnej lecznicy i stacji klimatycznej dla chorych na trąd i północno-azjatycką formę dżumy.
Gdy posiedzenie było skończone, Korf zaprosił Kowala do swego powozu i, biorąc go pod ramię, rzekł głośno:
— Dowiozę pana do hotelu...
Na obecnych sprawiło to ogromne wrażenie i szanse Kowala podniosły się niezmiernie.