Strona:Antoni Lange - Róża polna.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wie, podaję wniosek. Odrzucamy zapis Leokadji Dunoyer. Proszę poddać pod głosowanie.
Rzęsiste oklaski. Zachwyt powszechny.
— Niech żyje Seweryn! Doskonale powiedział! Powaga moralna naszego związku nie pozwala na przyjęcie tych pieniędzy!
Widzenie to czarowało go. Przekonał oczywiście wszystkich. Był to prawdziwie piękny moment jego życia. Czuł się bohaterem.
— Dziękuję wam, panowie! Spodziewałem się po was męskiego hartu i prawdziwej szlachetności ducha. (Ukłonił się z godnością i pogładził wąsa).
Nagle (co już oddawna Seweryn przeczuwał) odezwał się Miziorek, jeden z członków Towarzystwa, stały oponent wszystkich wniosków niepopularnych.
— Proszę o głos — i dalej mówił tak ów sofista. — Panowie, nie zgadzam się na wniosek pana Seweryna, a to dla trzech powodów: jeden natury czysto osobistej, jeden — ogólno-społecznej, jeden powód finansowy. Po pierwsze rzecz osobista. De mortuis nil nisi bene. Leokadię Dunoyer będzie sądził Bóg — my nie mamy prawa jej sadzić. To, co mówi pan Seweryn, ma charakter plotki i nic nas nie upoważnia do bezwzględnej wiary w jego słowa. Nie zamierzam ubliżać Szanownemu mówcy, ale każdy się zgodzi, że niema sądu na świecie, któryby potępiać miał oskarżoną na zasadzie twierdzeń jednego świadka. Pan Seweryn mówi, że wszyscy wiedzą to i owo o zmarłej, a ja powiadam, że nikt tu nie wie nic, prócz pogłosek, a w sprawach konduity kobiecej, jak to mówi w jednej ze swych sztuk Dumas-syn — trzeba widzieć, widzieć i jeszcze widzieć — i dopiero wtedy rozumiesz, żeś nic nie widział i nic nie wiesz. Zgodnie z wnioskiem pana Seweryna, przedtem należałoby przeprowadzić badanie śledcze nad życiem zmarłej, a czyliż naszą to jest