Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


CHÓR KOBIET.

Oparty na swym rudlu, dzierżąc léjce w ręku,
Helios pędzi po niebie w swym promiennym wozie —
I głuszy w rączym pędzie — echo ludzi jęku,
Który huczy w nocy grozie!
Ciche bory są pełne milczenia uroku:
Czyste źródło, co z skały wypływało łzawo,
Łączy teraz westchnienia srebrnych fal potoku
Z kwietną, zieloną murawą
O boska Artemido, ty leśna dziewico,
Przybądź! Oto godzina dla swojej kąpieli
Niema śmiertelnych! popłyń przeczystą krynicą,
By ludzie cię nie ujrzeli..
Myśliwskie panny, nimfy, śpieszcie się! Przędziwa
Rozwiążcie białych szat jej, tkanych boskiem krosnem!
Patrzcie, jak ta głęboka, leśna gąszcz ją skrywa
Przed bogów okiem zazdrosnem.
I drżąca toń dziewiczą przyjęła boginię —
I słodkim swym uściskiem pieści czyste łono —
A wokół niej promiennie i radośnie płynie
Niepokalanych nimf grono!
Lecz jakież to westchnienie słychać w gaju bliskim:
Czy to jaka zbłąkana nimfa bojaźliwa —
Czy Egipan szyderczy, czyli za uściskiem
Stęskniony faun się odzywa?
To ty, Arysteido, myśliwcze molosski,
Uchwyciłeś Artemis w jej śnieżystej bieli,
Kiedy nagość swą kryła śród nimf rzeszy boskiej,
W srebrnej porannej kąpieli!
Uchodź, o bezrozumny! Bo gniewna Artemi
Widzi ciebie i staje ponad wód krynice —