Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I uderza w twe czoło falami srebrnemi
A w oczach jej błyskawice!
Dwuróg, czarny jak chmura — urósł nad jej skronie —
Ty — uciekasz gajami, jako jeleń gniady —
Niewierne psy, zmamione przez krwi koźlej wonie —
Węszą za twojemi ślady.
Nieszczęsny, nigdy więcej w ukochane bory
Nie powrócisz — na łowy dzierżąc łuk napięty!
Bogowie są okrutni! Kiedy ziemskie twory
Cierpią — ich duch jest zamknięty!


HELENA.

Bogowie są okrutni! O dni moje dawne,
Pocałunki mej matki! O chwile zabawne,
Kiedym pieszczone dziecię — igrała ze śmiechem,
Wspomnienia, które kocham i hańbię mym grzechem —
Żegnajcie! Czarna chmura między mną i wami
Stanęła — i mą duszę jak żałoba plami.
Żegnaj mi, święty domie Atryda mężnego,
Czyste rozkosze łoża błogosławionego
I ty mądrej Pallady ołtarzu gościnny,
Gdziem paliła kadzidło śród uczty rodzinnej,
Grodzie Tyndara! Srebrne rzeki mej krawędzie,
Gdzie białośnieżnem stadem toczą się łabędzie,
Płyną — i niby Jowisz, opuszczając wody,
W cieniu trzcin gonią białe Najad chorowody!
Żegnaj, góro Tajgetu, pieczary, doliny,
Gdzie pieśni moich dziewic weselnej drużyny
Na świeżych traw murawie, między barwne kwiecie.
Kołysały mię do snu! Mój rodzinny świecie,
Ziemia, gdziem życia pierwsze oglądała świty,
Świadku mej cnoty, dzisiaj na wieki rozbitej,