Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Co was lży. — Niechaj płynie, ręką bogów wsparty!
I niech dni przyszłe, oczom moim objawione
W słońcu — znikną jak cienie nocy rozemglone!


HELENA.

Powiedz ty, powierniku bogów nienawiści,
Jak się dla mnie ich ciosów wszechpotęga ziści?


DEMODOK.

Niechaj bogi działają. Próżna wszelka mowa,
Niechaj Zeus, niechaj Pallas dni twoje zachowa.
I niech surowa mądrość i niech pokój boży
Serce twoje sprowadzi z smutku i bezdroży...
Słodycz cicha, pogodna miłości cnotliwej
Do twej duszy wzburzonej wleje pokój żywy.
Tak na ciemnem sklepieniu, kiedy wyją burze
Wzrok Heliosa ustąpić każe ciemnej chmurze.


HELENA.

Ojcze, mądrość twa wielka. Głowę osiwiałą
Niech ci słońce uwieńczy nieśmiertelną chwałą.
Zawsze będę słuchała życzliwie i wdzięcznie
Mądrych rad, które z ust twych płyną mi tak dźwięcznie.
A wy siostry Heleny, strojne w kwiatów wieńce —
Śpiewajcie! Niechaj usnę przy waszej piosence.
Ja lubię pieśni wasze, które tchną pokojem
Ą wasz uśmiech rozpędza mrok na czole mojem.