Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słuchaj, siwego ojca szczędziła ta dłoń.
Nie trwóż się. On żyć będzie w czci, chociaż w łańcuchu
I myśląc o przeszłości, pozna w swoim duchu,
Jak przemienną jest chwała. Więc się nie trwóż oń!
Czego chcesz? Dam ci wszystko, mój łabędzi puchu!

— Bracie! część jego kajdan na me ręce włóż,
To jedyne pragnienie me, ach, tylko tyle,
By Dżihanowi słodzić niewolnictwa chwile,
Aby poznać piołuny tej ciemnicy głusz,
Zamknij nas żywych razem w tej samej mogile!

Alam Guir się nachylił. Jak zdradziecki wąż,
Łza mu zabłysła w oku, zimnem jako lody.
— Tak, droga silnych — prosta i pełna pogody!
Serce masz wielkie. Tyś jest dziewica i mąż;
Spełnię co chcesz. Dla ojca bądź czarą osłody!

I tak z złamanym starcem żyłaś dziesięć lat.
Dżihan Aro! i ból mu słodziłaś pieszczotą,
A gdy w końcu w mogile Tymurów legł — oto
Piękne twe ciało wyschło jak cień; duch twój zbladł
I uleciał do niebios z dziecięcą tęsknotą.

Tak znikłaś, Dżihan-Aro, z pośród ziemskich dróg,
Gdzie nie było istoty czyściejszej od ciebie:
Nawet imię twe słodkie zginęło na niebie,
I gdy świat opuszczałaś, widział tylko Bóg
Anioła, co przebywał na człowieczej glebie