Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Duchy płynęły w wiatrów tajemnych rozgwarze,
A Kinnarowie, bogów najsłodsi gęślarze,
Dzierżąc lutnie z hebanu i kościane viny
Śpiewali Bhagavaty niezgłębione czyny.


KINNAROWIE.
I.

Na początku jedyny był on — Bhagavata
Bez form, sam przez się treścią był i duchem świata,
Nic nie było po za nim, wszystko w jego niebie
On spoglądał, nie widząc i nie wiedząc siebie.
I nagle tyś zabłysła promienną nadzieją,
Ty, źródło ostateczne rzeczy, co istnieją.
I niestworzonych jeszcze. Przez której duch boży
Wszystko umiera, rodzi się, cierpi i mnoży,
O Majo, w twego łona niewidzialnym świcie,
Żyją bogi i ludzie, nicestwo i życie!


II.

Świat runął w przepaść, której głębie ciągle rosną.
Ryszyowie podnieśli skargę jednogłośną,
Lecz Bhagavat podobnie, jak lew rozjuszony
Ryknął skroś przez pobladłe zgrozą nieboskłony,
Dzik boski. Król Poświęceń, zraniony tym głosem,
Z promiennem krwawem okiem, z najeżonym włosem,
Niby czarny huragan lub wicher burzliwy,
Błagalnym słowom Ryszych i ich łzom życzliwy,
Jednym skokiem przebiega przestrzeń wod wzburzoną
I powonieniem śledzi Ziemię pogrzebioną