Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I w głębie wód olbrzymich pogrąża się cały,
I oceany dziwnych boleści doznały;
Od świętego upadku omdały mu łona,
I na falę rozdartą wyciągną ramiona —
I z okrzykiem błagalnym wołają: o Panie!
Litośnie na zmęczone te spojrzyj otchłanie.
A Bhagavata, płynąc na falach bez końca,
Ujrzał w algach Zielonych i w ile, jak drżąca
W gruzach leżała ziemia i dyszała jeszcze
I podniósł ją — i życia obudził w niej dreszcze,
Odwróciwszy bieguny świata przez otchłanie.
I uleciał w niebiosa w srebrnej, czystej pianie.


III.

Gdy, siadłszy na obłoku, Indra czarny gniewem,
Rozkuje z pęt orkany i deszczu wylewem
Za doznane obelgi pomści się na świecie,
Wtedy wielki Bhagavat w dni dziecinnych kwiecie,
Co się kryje pod cieniem asok rozłożystych,
Igrając z ptaszętami na falach perlistych
I świat o płodnem jeszcze chcąc ratować ciele —
Jednym palcem podniesie, jak wielką umbrelę —
Ku niebu, co się jednym rykiem wichru staje,
W ciągu całych dni siedmiu — boskie Himalaje.


IV.

Opalony od słońca, olbrzymi król słoni
O południu się kąpał w świętej Rzeki toni
I szemrał rad, gdy fale grzbiet mu oblewały,
I gdy woń mu przynosił słodką lotos biały.