Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I tak, jak nad falą podnosi się fala,
Nad tłumem umarłych — tłum żywych przewala.
I chociaż umarłych jest dużo w dolinie,
Lecz żywych wciąż tłumy — i tłum ten znów ginie.
Ze stron wszech od łąk i od lasów zielonych
Wojsk idą szeregi, krwi wrażej spragnionych.

Hej, Belo, Kadoszu, podnieście swe miecze,
Bo mocniej bój siecze, czerwieniej krew ciecze.
O! Hunnów potomku, ty piękny, ty śniady,
I cóż ci pomogą strzał lotne gromady?
Choć tarcza słoneczna, pod huńskich strzał chmurą,
Zapadła w toń mroków śmiertelnie ponurą,
Lecz nic nie pomaga rycerzy odwaga,
Bezsilnie opada i orzeł, i flaga.

Hej naprzód, hej naprzód, synowie Atylli,
Śmierć groby wam swoje niedługo odchyli!
A burz czarownice, a chmur błyskawice
Tak lśnią, że bóg od nas odwrócił źrenice.
Lecz naprzód, niech wali miecz Hunnów najdalej,
Niech wrogi padają od groźnej, od stali.
Rycerze, popchnijcie ostrogą rumaki.
I ślijcie do niebios swych wrogów orszaki.

Oburącz tnie Kadosz po wrażych głów fali
I świszczy i błyszczy iskrami swej stali.
Na ślepo udziela wkrąg ciosów swych Bela,
Zagłada tam spada, gdzie grot jego strzela.
Lecz tak, jak gdy w skały kto dawne uderzy,
Wnet piasek się sypie, jak z morskich wybrzeży,