Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W tchnieniu wiosny różanej twoim tchem oddycham,
Patrzę w jasne twe oczy! U nóg twoich klęczę —
Ubóstwiam cię, Urgelo!

URGELA (czule).

Prawdaż to, młodzieńcze?

PIERROT.

Ożeńmy się! Ten zwyczaj zdawna egzystuje —
Nie myśmy wynaleźli go.

URGELA (po namyśle).

Ha, ustępuję!

PIERROT.

A ja w tryumfie patrzę na wiosenne słońce.

URGELA.

Tak, lecz przedtem idź, zobacz na tej cichej łące,
Czy się kto nie ukrywa pod drzew gęstym cieniem,
By mój gors lornetować zdradzieckiem spojrzeniem?

PIERROT.

Po co? Viroflay cały niemy, pusty, głuchy —
Śpi.

URGELA.

Idź jednakże.

(Pierrot wychodzi.)

Poszedł. Żegnajcie mi, duchy!
Czyż żałować mam czego przy tym bladym tworze?
Rzekłam mu, że go kocham, i kocham go może.
Myślę, że mu się znudzę, będąc jego żoną.
Jednak ważna to chwila, gdy dziewicy łono