Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


URGELA.

Lecz nic nie mówisz o muzyce,
Wszakże na bal potrzebna.

PIERROT.

Jesteś nazbyt skora.
Mamy ją. Spójrz, aniele. Piegża i sikora,
A gdy wieczór nadejdzie, i słowiczki boskie
Zagrają nam melodye francuzkie i włoskie.
Będziem tańczyć oboje, radzi z tej muzyki;
Później na ucztę malin zerwiemy koszyki.
A merem będzie — zacna dusza, za to ręczę —
Ten obłok, który nosi jako szarfę — tęczę.
Potem słońce przybędzie w swej karocy złotej, —
Zatem nic nam nie zbraknie do ślubnej pieszczoty.

URGELA.

Więc muszę ci ustąpić. Tak mi każą losy.

PIERROT.

O, pozwól, niech twe złote ucałuję włosy!

URGELA.

Jakto, zaraz tak, zaraz?

PIERROT.

Słuchaj, jest to chwila,
Gdy ciepło ranka pierś nam tchnieniem swem zasila.
Przeszłość nasza upada w zapomnienia tonie...
Twoja warga jest różą, ja piję jej wonie.
Trzymam białą twą rączkę — płaczę, błagam, wzdycham,