Strona:Antoni Lange - Przekłady z poetów obcych.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PIERROT.

Jeszcze?

URGELA.

Małżeństwo cenię ja wysoce,
Mędrszej zasady w żadnej nie znajdziesz epoce.
Lecz, by jego rozkoszy użyć w zupełności,
Koniecznem jest dopełnić pewnych formalności.

PIERROT.

Jakto?

URGELA.

Trzeba przynajmniej, jak to rzecz przyjęta,
Poprosić pana mera, świadków i rejenta,
Rodziców, przyodzianych w swe szaty odświętne,
Poety, coby śpiewał nam pieśni namiętne,
Wreszcie i bal urządzić z muzyką dla tanów.

PIERROT.

Ależ wszystko to mamy: tylko się zastanów!
Wszystko nam przyrządziły w tym lesie niebiosa;
Jeśli chcesz, za rejenta weźmiem tego kosa
W czarnym fraku, w cylindrze na wyniosłym czubie;
Świadkowie — gdyż i świadków trzeba mieć na ślubie —
Będą to czarne skały tragicznej figury,
Których włos czeszą wiatry poranne i chmury.

URGELA.

A rodzice?

PIERROT.

To dęby mszyste — toż rodzice
Nasi starzy.