Strona:Antoni Lange - Pogrobowcom.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I szedł na wszystkie okrucieństwa zdolny,
Na wszystkie zbrodnie i wszystkie ofiary —
Aż z pod ohydy gilotyn wstał wolny,
Jak ten, co nie drgnie, kiedy piekieł czary
Mdlejącą wolę roztopią mu spiżem
I czoło zbrodni napiętnują krzyżem!

Czyś mówił, słysząc tę pieśń tryumfalną —
Ty, co dwóch globów byłeś bohaterem —
Czyś mówił, myślą, o, niewykonalną:
Czemużem, czemu nie był Robespierem...?!
Czemużem nie był krwawy jako zbrodnia,
I purpurowy, jak łuny pochodnia?!

Czemużem nie był, jako grom bezwzględny,
I jak ostatnia rozpacz beznadziejny,
I jako topór panów nieoszczędny,
I jako mściwa dłoń ludu nie chwiejny,
I jako dziejów logika potężny?
Czy tak mówiłeś Ty, wodzu siermiężny?

A Ty mi przebacz, matko moja święta,
Że, niby czci twej zabaczywszy, bluźnię,
Lecz ciało moje krwawią twoje pęta,
I chciałbym w duchu twoim stworzyć kuźnię,