Strona:Antoni Lange - Pogrobowcom.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdzie twe sumienie, niby ogień złoty,
Przekuje pęta na noże i młoty...

Choć nieraz wiedzie przez Czerwone morze
Droga do raju z mgieł krainy zimnej,
O, jakże chciałbym, aby wszystkie zorze
Wschodziły światu, jak miłości hymny
I, aby jutra synowie weselni
Byli synami nie młotów, lecz kielni.

Zaś komu znane tajniki objawień?
Czy jutro błyśnie jako świt różowy,
Czy jako piekło ogni i zakrwawień,
Czy jako mroków podmuch zagrobowy?
O, jakąbądź nam twarz jutro obnaży —
Bądźmy gotowi i stójmy na straży!

Czy jasną zorzą czy pożarnym dymem
Nadejdzie jutro dziejowym przymusem —
Umiej być, matko, narodów Kaimem,
Gdy chcesz zmartwychwstać narodów Chrystusem —
I powstań dumna, straszna, zakrwawiona,
Niepokalana i niezwyciężona!