Strona:Antoni Lange - Pogrobowcom.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I łzami płacze i łzami się śmieje —
Na koń! hej, idźmy — tam — pod Cheroneję!

O, Cheronejo! o, Maciejowice,
Nieobliczonych ty mogił kołysko!
Czy wyschną kiedy te czarne łzawnice,
Które przesiąkły twe pobojowisko?
Czy kiedy zabrzmi takie wielkie słowo —
Co twoją przeszłość wymaże grobową?

Ty, który byłeś jako liść zaschnięty,
Wichrem obdarty z gałęzi rodzimej:
Mów, jakie wrzały w duszy twej lamenty,
Gdyś na śnieżystych wchodził gór olbrzymy
I za Alpami słyszał huragany,
Któremi grzmiały południa tytany?

Mów, jakie w piersi twojej były żale,
Gdyś widział ludu tłum niezwyciężony,
Co zawył, niby wichru syn zuchwale,
I szedł druzgotać swych Cezarów trony?
I pjany dźwiękiem straszliwej muzyki
Szedł nieodparty, bezczelny i dziki!