Strona:Antoni Lange - Pogrobowcom.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XII.

Na koń, hej, idźmy za tym gromkim śpiewem,
Co wzwyż wytryska, niby żywy strumień
Z treści tej ziemi, kraśnym krwi wylewem —
I bije w senne głębie naszych sumień
I takie ognie w sercach nam wykrzesza
Jakby w nich hymnem swym grzmiała ta rzesza!

Bo pieśń ta nie jest jako rąk łamanie,
Ani tęsknota królewskiej korony,
Ni z kochankami do nieba latanie
Na romantycznie lutni nastrojonej!
Nie! pieśń to krwawa, jak czynów ognistość,
A taka straszna, jako rzeczywistość!

Uczcijmy zmarłych bohaterów kości,
Ale słuchajmy, co wołają żywi,
Bo w tych wołaniach są runy przyszłości,
Choć przy nich twarz się spazmatycznie krzywi,