Strona:Antoni Lange - Pogrobowcom.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niezliczony tłum wieśniaczy,
Głodny, ciemny, nagi, bosy,
Syn sieroctwa i rozpaczy,
W ostre, krzywe zbrojny kosy
Szedł jak burza niecierpliwa —
Matko, matko boleściwa!

O, bolesna matko nasza,
Czemu blada twarz ci zbladła,
Czy cię tłuszcza ta przestrasza?
Cży poznajesz te widziadła?
To są, matko, twoje winy,
To są, matko, twoje syny!

Nie te syny twe wybrane
Strojne w pasy i w kontusze,
W stal pancerną zakowane,
W hełmach zdobnych w pióropusze,
Ze skrzydłami srebrzystemi
I z mieczami stalowemi —

Nie te syny twe szlachetne
Królom równe karmazyny,
Którym wszystkie barwy świetne,
Wszystkie wieńce i wawrzyny,