Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/323

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A gdy cię znęka trud i głód,
gdy staniesz tęskny, bezucieszny,
Kto twe znużenie, ludzki lwie,
osłodzi, królu mój bezgrzeszny! —
Nareszcie łowiec jakiś w gąszcz —
wszedł, zabłąkany w wielkim lesie,
I gdy królewny słyszy płacz,
nadbiega szybko, pomoc niesie.
Gdy ujrzy łowiec, jako wąż
tę cudokształtną — w ścisłe skręty
Żarłocznie ujął — spieszy wnet,
zwinnie podnosząc łuk napięty.
I w ocemgnieniu krwawy grot
wyrzuci w żmiję, co się wije —
Aż znieruchomił ją ów człek,
który zabójstwem zwierząt żyje.
Tak ją wybawił łowczy mąż —
i czystą wodą obmył rany
I czystą wodą rzeźwił mdłość —
i pytał ją o losu zmiany:
— Ktoś ty, co masz gazeli wzrok?
Jak do tych leśnych doszłaś ćmów:
Jak do tych strasznych doszłach klęsk?
O czarokształtna, prawdę mów! —
Więc Damajanti królu mój,
gdy tak ją pyta się myśliwy.
Jak było wszystko, prawi mu —
i cały los swój żałośliwy.
Ów: gdy półnagą widzi ją —
jej kształtną pierś — jej czary łona —
I delikatne linje ud —
twarz księżycową i ramiona —
I oczy w cieniu skośnych rzęs —
i słysząc mowę jako miód,
Gdy łowiec ujrzał owy cud,
zapłonął żądzą na ten cud.
Więc miękko — chytrze mieniąc głos —
myśliwiec słodko ją tumani —
Niby pociesza — pełny żądz:
to zrozumiała piękna pani.