Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy niegodziwca pojmie głos,
Nalowa czysta, wierna żona,
Wraz ją zapali straszny gniew,
aż się podniesie oburzona.
Zaś niegodziwy łowiec ten,
nieokiełzanym ogniem tchnąc,
Widzi, że trudno będzie mu
uciszyć tutaj żar swych żądz.
A Damajanti, córa klęsk —
wygnanka, jak samotna łań
Gdy słów właściwy nadszedł czas,
przekleństwo takie rzuca nań:
— Jak poza Nalem nigdy nikt
nie marzył mi się i przez sen,
Tak niechaj martwy u mych nóg
padnie bezczelny łowiec ten!
Zaledwie rzecze słowa te,
natychmiast łowiec u jej nóg
Na czarną ziemię martwy padł,
jak przepalony ogniem buk!



PIEŚŃ XIII.

Kiedy myśliwiec trupem padł,
ruszyła ta cudoźreniczna
W puszczy okropnej ciemną głąb,
gdzie dzwoni świerszczów ciżba liczna,
Gdzie wyją rysie, ząbry[1], Iwy,
ryczą niedźwiedzie oraz byki,
Gdzie krąży ptactwo różnych barw,
gdzie błądzi zbój i człowiek dziki;
Gdzie gaje aswat, wen i dhaw,
ingud a tyngud, kinśuk, szal,
Ardżun i kardżun, ariszt jar
almak i salmak oraz tal;
Cigęzie lodrów, amrów, dżamb,
zapachy fig i soki gum,

  1. Ząbry — tygrysy (archaizm)