Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czem wymierza świat ten — wieczność?
Miarą — nudy pełne dni,
Miarą — własna niedorzeczność,
W której duch nasz tkwi.


VIII.

Oddaję swego ducha
Podniosłą siłę wiatrom —
Oddaję swoją mądrość
I swą naukę wiatrom.
Oddaję swą pokutę
I swą askezę wiatrom —
Oddaję dzisiaj wszystko
To obłąkanie — wiatrom.
Niech skroń mi zajaśnieje,
Niech twarz się rozpogodzi:
Oddaję wszystkie zmarszczki —
I ich przyczynę — wiatrom.
Oddaję swe zwątpienia
I wszystkie zamyślenia —
Pijane miodem Lipca
I sokiem wina — wiatrom.
Oddaję twe kazanie,
Że niby duch takowy,
Co z bredni się wyzwolił —
Do piekła idzie — wiatrom.
Oddaję, co się szarzy
I to, co się błękici —
I wszystko co mistycznie
Zapada próżnię — wiatrom.
Oddaję to, co burzy
I grozi anatemą,
Kacerzy w prochy wali
I głupców straszy — wiatrom.
Oddaję to co belfrzy —
I to co bakałarzy —
I to co klasztoruje
I co popu je — wiatrom!