Przejdź do zawartości

Strona:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.
IX.

—  Mów, najmilszy z kim twój związek?
Kto są twoi towarzysze?
—  Te słowiki śród gałązek.
—  Ach, te rozkochane twory,
Co śpiewaniem mącą ciszę
W letnie noce i wieczory.
—  Zefir. — Ach, ten szaławiła,
Co swe szepty w świat rozsyła —
I jest różnych bajek posłem!
—  Róże, lilie te pachnące!
—  Ach, toż pachnąć ich rzemiosłem —
Toż jedynie pachną wiecznie —
Ni się modlą na swej łące,
Ni pracują użytecznie.
Teraz znamy cię do rdzenia —
Z jakiegoś ty jest plemienia:
Brak rozsądku — twoją cechą,
Wiersze pisać — twą uciechą.


X.

Kamień przynieś mi mądrości,
Puhar przynieś mi Dżemszida —
I zwierciadło Aleksandra
Oraz pieczęć Salomona:
Jednem słowem — przynieś, mówię,
Wino przynieś mi, karczmarzu!
Abym obmył włosienicę,
Którą pycha i nienawiść
Uczerniły w brudne plamy;
Bym złud przędzę niedorzeczną,
Którą w świat i żywot ludzki
Derwiszowe kłamstwo wplotło,
Dłonią rozdarł spotężniałą.
Wino, abym zdobył ziemię,
Wino, bym szturmował w niebo,
Wino, abym jednym skokiem