Strona:Antoni Kucharczyk - Z łąk i pól.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WOJTEK URLOPNIK.

Wrócił do wioski Wojtek od landwery,
Przyniósł cesarsko-niemieckie maniery.
Dwa roki on się przy landwerze męczył,
I już się biedak całkowicie zniemczył,
Polskiej swej mowy nie pamięta wiele,
Do Kaśki mówi: — Majne libe frele!
Do ojca „fater“ z niemiecka „śprechuje“,
Nawet mu „forweć“ bajgien obiecuje.
Do matki mówi: — Ty ferśtanden muter,
Bite na menasz, flaiś, śnaps und der buter!
Kolegom mówi — bledes trynkbehery....
Ich kajser hocheit, sołdat od landwery!
Krrrucyf... nohamal, cum taifel, rekruty,
Zi bledes polniś, ich bin dajć kłaputy!
Taki ten Wojtek. — U was, w okolicy
Czy też przychodzą tacy urlopnicy?

∗                    ∗

Oj Wojtku, Wojtku, głupi, Wojtkowaty,
Bym był twym ojcem, wsypałbym ci baty,
Żebym ci rozum napędził do głowy,
Byś nie paskudził twojej polskiej mowy!