Strona:Antoni Kucharczyk - Z łąk i pól.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


HEJ! WIOSNO!

Hej, wiosno życia mego, powiędły twe kwiaty!
Wiatr jesienny już w suche łodygi szeleści,
Już czar ich tysiącbarwny mych oczu nie pieści,
Smutne patrzą na biało-sine szronu szaty...

Wiatr jesienny już w suche łodygi szeleści,
Zamiast pieśni słowiczych kraczą stada wronie,
Dziwny smętek bezkreślny w duszy mojej łonie,
Za wiosną co minęła, jak echo bez wieści...

Zamiast pieśni słowiczych kraczą stada wronie,
Z niebiosów śniegu płatki padają na ziemię,
Ciałem, duchem żyjący, jak snem śmierci drzymie,
I ciemność zagrobowa w duszy mojej łonie...