Strona:Angelo De Gubernatis - Maja.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie nam przystało. Nawet boleść sama,
Kiedy nas targa, im jest niepojętą!
Tyś nie nędzarzem zrodzon, nie — nędznikiem
Szlachetnym jesteś, bo sam wróg cię, Ari,
Godnym być uznał królewskiej ofiary,
Tej, co sam Rudir! Lecz nie masz dostatków,
Byś rzekł do niego: Czcigodny stryjaszku,
Dzięki ci! życie wcale mi nie cięży...
A więc mój miły synu Sunaseppo,
Godzieneś umrzeć; umrzeć ci przystało,
Bo nędzę ojca twego ułagodzisz,
Bo Rudir w słodkich snach już się kołysze,
Bo król Waruna, dziś zniedołężniały,
Nowy rdzeń życia, nowych sił nabędzie!
Lecz bohaterstwem się twojem, mój synu,
Raduj i świadom zawsze bądź, że kędy
Wszelaka litość zamiera, gdzie wszelkie
Współczucie staje śmiejącym kamieniem,
A człowiek biedny, aby wznieść się nieco,
Siać musi własnym trupem swoją drogę, —
Dziewicy cudnej obudza się miłość,
Jak źródło, które wśród pustyń przestworza
Spotyka pielgrzym samotny; jak światło,
Co zbłąkanego wywodzi wśród borów;
Jako melodya, serc najdzikszych pani,
Która bezsenność dumną przeaniela
We wniebowzięcia sny pełne zachwytu,
I łzy pociechy z oczu wywołuje...
Więc odsłoń pierś mu młodzieńczą, a czołem
Dziewiczem błyśnij w te ślepia oprawcy!

(Do Ari i Rudira)

Kędyż jest kapłan?