Strona:Angelo De Gubernatis - Maja.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Pruchnu, w istocie na nic się nie zdadzą.
Ni akwilonu wiosenne podmuchy
Tam nie rozbudzą zamarłego życia;
Pokoju daj dostąpić podeszłemu.
Że niedołęgą bywa człowiek czasem,
Nie nasze dzieło. Chodź, dzieweczko moja.
Chodź, pokochajmy się.

MAJA.

O, źle ty kochasz.
Kiedy snać śmierci wzywasz na tę lubą
Głowę mojego rodzica. Idź sobie!

RUDIR.

Dlaczego oczy odwracasz spuszczone?
Człowiek swą drogą idzie, kędy sam chce,
A odwróconem z niechęcią obliczem
Nie zdoła muszce przeszkodzić, w eterach
Płynącej, aby nie wpadła do oka
Jego druhowi, gdy jej tak znaczono.

MAJA.

Takiego? nigdy kochać bym nie mogła!

RUDIR.

Wyznaj dziecinna Majo, że miłości
Nie znasz. Wszak miłość w dwojgu podzielona.
W jedność się stapia i tak boską całość
Tworzy na świecie.

MAJA.

Dziwne to uczucie.
Gdy tak rozległe przestwory jednoczy
W tak małem kole. Więc jeżeli taką
Miłością tylko płoniesz, jak mi mówisz,
To kochaj mię, a będę ci wzajemna.