Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

mieszkanie; w przyszłym miesiącu wyprowadzę się...“ Włożył fajkę w futeralik i pożegnawszy się bardzo spokojnie, znikł pod nizkiemi arkadami małego dziedzińca, zostawiając Gaussina wzburzonego tem, co usłyszał.
Wyobrażał on sobie tę scenę w pokoju, niegdyś ich wspólnym, przestrach małego, kiedy wołał o pomoc, walkę brutalną z grubasem i zdawało mu się, że czuje smak opium, gorycz usypiającą rozlanego laudanum. Przerażenie ścigało go cały dzień, tem silniejsze, że ją samotność czekała. Gdy Hettémów nie będzie, kto jej rękę powstrzyma, w razie nowego pokuszenia?
Odebrany list uspokoił go nieco. Fanny dziękowała, że nie jest tak nielitościwy, jakim się chce wydawać, kiedy go trochę jeszcze interesuje biedna — opuszczona. „Powiedziano oi, nieprawda?... Chciałam umrzeć... bom się tak samotną czuła! Próbowałam, alem nie mogła, Powstrzymano mię... może mi ręka drżała... może była to obawa cierpień, oszpecenia się... Ach, ta mała Doré, zkąd wzięła tyle odwagi? Gdy minął pierwszy wstyd, żem nie dopisała sobie, uczułam radość na myśl, że będę mogła pisywać do ciebie, kochać cię zdaleka, zobaczyć