Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

kim teatrzyku — do chwili, kiedy stary Bouchereau upoważnił go do spędzania trzech wieczorów tygodniowo przy swej narzeczonej. Porozumieli się oni nareszcie: Irena kocha „uncie“ zezwala, ślub nastąpi w pierwszych dniach kwietnia, po skończeniu kursu. Mają przed sobą trzy miesiące zimowe, żeby się widywać, poznawać pożądać i na różne sposoby, z miłością i wdziękiem, parafrazować pierwsze spojrzenie, co duszę łączy, oraz pierwsze wyznanie, co ich spokój narusza.
Wróciwszy do domu, po wieczorze, kiedy się odbyły zaręczyny, bez najmniejszego pociągu do snu, umyślił Jan urządzić sobie pokój do pracy, przez ten popęd wrodzony, aby tryb życia odpowiadał usposobieniu naszemu. Ustawił stół, wydobył książki, dotąd powiązane jeszcze szpagatem na spodzie jednego z tych tłomoków na prędce upakowanych, gdzie kodeksy leżały pomiędzy stosem chustek do nosa i bluzą ogrodową. Z uchylonych stronic dykcyonarza prawa handlowego, do którego najczęściej zaglądał, wypadł list bez koperty. ręką jego metresy pisany.
Panny powierzyła go trafowi zajęć przyszłych, nieufając zbyt przelotnemu rozczuleniu