Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

go towarzysza lub towarzyszki, czuje się ich brak; gdyż życie we dwoje, podział stołu i łóżka stwarza tkaninę z węzłów niewidzialnych i delikatnych, o których mocy przekonywa nas dopiero ból i wysiłek przy zrywaniu tychże. Obcowanie, zżycie się z sobą tak głęboko wnika, że dwie istoty węzłem powyższym zjednoczone, stają się w końcu podobne do siebie.
Pięcioletni stosunek z Safoną nie mógł go jeszcze ukształtować do tego stopnia, ale ciało jego zachowało ślady łańcucha, czuło jeszcze ciężar, niegdyś wleczony. I tak samo, jak kilka razy, po wyjściu z biura, o mało co z nałogu nie zwrócił Jan kroków do Chaville, tak i rano, zdarzało mu się szukać obok siebie, na poduszce, jej czarnych, grubych warkoczy, co się wymknęły z pod grzebienia i pierwszy pocałunek na nich złożyć.
Wieczory zwłaszcza, wydawały mu się bez końca, w tym pokoju hotelowym, co mu przypominał pierwsze czasy ich stosunku, obecność innej kochanki, delikatnej, cichej — której bilet udzielał zwierciadłu woni alkowy i tajemniczego jej nazwiska: Fanny Legrand. Wtenczas wymykał się z domu, żeby się zmęczyć, nachodzić, odurzyć aryjkami i oświetleniem w ja-