Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

kłem miejscu swojem, z robótką w ręku, on zaś obok niej w roli gościa.
— A co, nie zmieniłam się? Czy to podobne na mnie?
Z uśmiechem pokazywała szydełko, władając niem niezręcznie, jakby mała dziewczynka. Nigdy nie lubiła tych robótek: książka, fortepian, papieros, przyrządzanie jakiej potrawy, z podwiniętemi rękawami, były to jedyne jej zajęcia. Ale tutaj, co miała robić? O fortepianie, stojącym w saloniku, nie mogła nawet myśleć w ciągu dnia, będąc zmuszoną siedzieć w kancelaryi. Romans? Ona lepsze znała historye od tych pisanych. Papieros, był tam rzeczą zakazaną, wzięła się więc do tej koronki, która zatrudniając palce, pozwalała bujać myślą. Fanny zaczynała rozumieć upodobanie kobiet do tych robótek, dla których przedtem miała tyle wzgardy.
Podczas kiedy niewprawnie jeszcze, z natężoną uwagą chwytała nitkę, Jan przyglądał jej się, tak poważnej w tej skromnej sukni, w stojącym kołnierzyku, z włosami gładko zaczesanemi na głowie okrągłej, jak u antyka i z tak uczciwą tak przyzwoitą miną... Na ulicy, roje wystrojonych kokotek, siedzących w wyso-