Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

rego; ale duma konsula oburzyła się na myśl, żeby jeden z Gaussin d’Armandych ożenił sie z chłopką; „jeżeli Cezary dopuści się tego — mówił — już ja go więcej nie zobaczę...“ I dotrzymał słowa.
Ożeniwszy się, Cezary opuścił Castelet i przeniósł się nad brzeg Rodanu, do krewnych żony i żył tam z małej sumki, wyznaczonej przez brata, którą mu zanosiła co miesiąc pobłażliwa bratowa. Mały Janek towarzyszył matce w tych odwiedzinach do stryja; zachwycała go chatka rodziny Abrieu, w kształcie rotondy zakopconej, wstrząsana wiatrem północnym lub północno-zachodnim; podparta jedyną belką prostopadłą, jak maszt. Przez drzwi otwarte, jakby w ramie, widać było kamienną tamę, gdzie się suszyły sieci, błyszczące łuskami srebrzystoperłowemi. Na dole, dwa czy trzy duże czółna kołysały się, trzeszczały na linach i płynęła wielka rzeka wesoła, szeroka, jasna, gnana wiatrem ku blado zielonym kępom drzew. Janek, maleńkim będąc, nabierał tam już chęci do dalekich podróży i do morza, którego jeszcze nie widział.
To wygnanie stryja Cezarego trwało dwa czy trzy lata i możeby nigdy nie miało końca, gdy-