Strona:Alfons Daudet-Safo.djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

haterki dawnych sądów miłosnych, niegdyś ustawionych dokoła Château-neuf, w Courbezon, w Vacqueras, w tych starych wieżycach, których szczątki rozpadają się w głębi dolin.
To wspomnienie historyczne nie odgrywało żadnej roli w miłości Cezarego, duszy prostej, niemającej ideałów ani oczytania; ale sam małego będąc wzrostu, lubił kobiety wysokie i dlatego zakochał się zaraz pierwszego dnia. Obeznany on był z tego rodzaju przygodami wiejskiemi, wiedział, że kontredans w niedzielnej zabawie; obdarzenie zwierzyną, potem zaś przy pierwszem spotkaniu wśród pola, śmiała napaść z obaleniem, na lawendzie lub trawie, doprowadzą go do celu... Okazało się, że Diwonna nie tańczy, zwierzynę odniosła do kuchni, i że silna, jedna z tych topoli nadbrzeżnych, białych i gibkich, tak odepchnęła uwodziciela, że się potoczył o dziesięć kroków od niej. Odtąd trzymała go zdała ostrzem nożyczek, wiszących jej u pasa na kółku stalowem i rozbudziła w nim miłość, że zaczął napomykać o ożenku i zwierzył się z tem przed bratową. Ta, znając Diwonnę od dzieciństwa, wiedząc, że ma poważne usposobienie i delikatne uczucie, w głębi serca była przekonaną, że ten mezalians zbawi Ceza-