Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z tem pójść do którego ze znajomych, aby mi powiedział, czyj to jest ten obraz?
Nazajutrz rano wybrała się na miasto do jednego z przyjaciół męża. Gdy weszła do niego i pokazała mu obraz, malarz zawołał:
— Skąd pani ma ten skarb?
— Jakto skarb? zapytała zdziwiona.
— Wszak to jest obraz Rafaela; zapewniam panią; wszak cię na tem znam, dodał, gdy spotkał się z niedowierzającym wzrokiem p. Corradi.
Wdowa opowiedziała mu całe zdarzenie,
— Ach, rozumiem teraz już wszystko! zawołał malarz. Pamięta pani starego Szlegla? Posiadał on śliczny zbiór obrazów, a i ten był jego własnością. Kiedy rozpoczęła się wojna, Szlegiel obawiając się, aby, w razie zdobycia miasta, nie zabrano mu tego drogocennego obrazu, poprosił pana Corradiego o namalowanie na nim jakiegoś krajobrazu wodnemi farbami. Te bowiem, jak pani wie, łatwo zmyć się dadzą. Mąż pani musiał widocznie zobowiązać się do tajemnicy, skoro nikomu o tem nic nie mówił, a Szlegiel również milczał skrycie.
Pan Corradi umarł w czasie wojny, a wkrótce po nim nagle zmarł i Szlegiel. Ponieważ zaś Szlegiel nie zostawił dzieci, więc spadkobiercą jego został kapitan Rychter, który zupełnie nie znał się na malarstwie, i postanowił pozbyć się zbioru obrazów. Sprzedaży podjął się handlarz obrazów, i wtedy to córki pani nabyły obraz, który pani mi przyniosła.