Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przechodząc kolo jakiegoś domu, zauważyły przybite na nim ogłoszenie, że odbywa się sprzedaż obrazów. Choć nie miały pieniędzy na kupno, weszły jednak wewnątrz do sali, aby przyjrzeć się obrazom. Publiczności zebrało się dużo, a wszyscy ubrani byli bardzo elegancko. Dziewczynki stanęły w kącie nieopodal drzwi i z oddali przyglądały się sprzedawanym obrazom.
Patrzą, aż tu kupiec pokazuje niewielki obraz ich ojca i żąda za niego 30 rubli. Był to szkic, robiony na prędce i nie przedstawiający żadnej wartości.
Jakiś pan dawał 10 rub. 30 kop.
Wówczas Ania, jako śmielsza, wysunęła się naprzód i zawołała:
— Daję dziesięć i pół rubla.
Ów pan znów postąpił kilkanaście kopiejek, wreszcie Ania zawołała:
— Jedenaście rubli.
— Nikt nie postąpił więcej, więc obraz przeszedł na własność Ani. Dziewczynki wyjęły pieniądze, odliczyły należną kwotę, zabrały obraz, i z radością w oczach wyszły na ulicę.
— Kochana mamo, zawołały obie dziewczynki razem, wchodząc do domu, — zrobiłyśmy prześliczny sprawunek. Napewno będziesz się cieszyła.
To mówiąc, Ania odwinęła obraz i pokazała go matce.
— Obraz naszego ojca!...
Wdowa długo przyglądała się obrazkowi i łzy radości zabłysły jej w oczach.