Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Tak, rzekła, to jest rzeczywiście jego obraz. Nie przypominam sobie, abym go kiedykolwiek widziała, lecz poznaję jego pędzel. Jest to szkic zaledwie, niewykończony, ale kto, tak jak ja, dobrze zna jego sposób malowania, pozna, że to jego obraz.
To mówiąc, objęła dziewczynki za szyje i serdecznie przytuliła je do siebie.
— O, jakże wdzięczna wam jestem za ten prezent. Ale jakżeż kupiłyście go?
Marysia opowiedziała wszystko od początku do końca.
— Sądzimy, zakończyła opowiadanie, że uda nam się wyreparować nasze stare ubranka i nie będziemy jeszcze tak bardzo źle wyglądały. A zato obraz ojca będziemy miały u siebie.
— Tak, macie racyę, odrzekła wdowa, to będzie największa ozdoba naszego mieszkania. No, — teraz zawieśmy go na ścianie.
Zaczęło się wybieranie najodpowiedniejszego miejsca na powieszenie, aż wreszcie obraz zawisną na ścianie, naprzeciwko okna.
Bardzo często w chwilach wolnych, matka wraz z córkami stawały przed obrazem i przyglądały mu się uważnie. Ileż to drogich wspomnień nasuwało im się wówczas do głowy. Przeżywały po raz wtóry całe poprzednie życie i widziały obok siebie swego ukochanego ojca.
W końcu wiosny wdowa otrzymała depeszę od ciotecznej siostry, którą bardzo kochała, aby jak naj-