Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kroju, aby sama módz córkom robić ubranka, więc nauczyła teraz obie dziewczynki kroju i razem z niemi szyła ubrania dla dawnych swych znajomych.
Podczas roboty matka bardzo często opowiadała córkom o ich ojcu, o jego dobroci i szlachetności. Dziewczynki zaś przypominały sobie minione lata i dawne radości życia, nigdy jednak nie narzekały na obecne ciężkie warunki życia, gdyż nie chciały matce robić przykrości.
W czasie tych rozmów matka bardzo często narzekała:
— Ogromnie mi przykro, że nie mam ani jednego obrazu waszego ojca. Żeby choć jeden najmniejszy obrazek! Jakby to miło było patrzeć na niego i wspominać sobie dawne dobre czasy. A i mieszkanko nasze wyglądałoby zupełnie inaczej!
Przyszła wiosna; roboty było więcej, niż zwykle lecz za to i zarobek był znaczniejszy. Oszczędna wdowa odłożyła trochę pieniędzy i postanowiła za te oszczędności kupić dla obu dziewczynek letnie sukienki. Pewnego dnia wieczorem wyjęła z komody pieniądze i dała każdej córce po sześć rubli, mówiąc:
— Kupcie sobie jutro jakiego niedrogiego materyału na sukienki, to razem je uszyjemy. Wasze ubranka bardzo są już podniszczone.
Marysia i Ania bardzo się z tego ucieszyły i zaczęty rozmyślać, jakiego koloru kupić materyał. Tak przegadały cały wieczór, a następnego dnia rankiem wybrały się na miasto po sprawunek.