Strona:Aleksander Szczęsny - Spadkobierca skarbów ojcowskich.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zwrócił się więc z zapytaniem do leśnika, który opowiedział, że chłopiec ma na imię Jaś i że jest synem bardzo ubogiego chłopka, znanego w całej okolicy ze swej uczciwości. A i chłopiec jest bardzo dzielny i pomaga ojcu w pracy, jak może.
Wieczorem, gdy królewicz skończył lekcje, stanął w oknie i przyglądał się rozległemu widokowi. W tej samej właśnie chwili na drodze, wiodącej ku wsi, ukazał się Jaś, który szedł ku pałacowi, aby zwiastować królewiczowi pomyślną nowinę.
— Aha, zawołał królewicz, Jaś zdąża już ku nam. Chodźmy, panie nauczycielu, na jego spotkanie!
I po chwili obaj wyszli na szeroki gościniec.
Jaś, zobaczywszy ich z oddali, podbiegł ku nim szybko, a oczy śmiały mu się radośnie:
— Wszystko jest jaknajlepiej — Antoś zgodził się, ale powiedział mi, że jestem niezbyt mądry, bo mogłem jemu nic nie mówić, tylko panom pokazać gniazdo, a sam wziąć sobie pieniądze. Ale już ja tak wolę. Czy królewicz teraz chciałby zobaczyć gniazdko?
— Dobrze, chodźmy! odezwał się nauczyciel.
Jaś pobiegł prędko naprzód, a królewicz i nauczyciel podążali za nim.
— Czy królewicz widzi tę małą ptaszynę, co siedzi na tej oto gałązce? zapytał Jaś, gdy zbliżyli się już do miejsca, gdzie było gniazdko. Właśnie jej gniazdko pokażę panom. Musimy tylko zbliżać się ostrożnie!