Strona:Aleksander Szczęsny - Pieśń białego domu.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

nie wspomniała już nigdy chłopca i gdyby kto ją zapytał, jak wygląda, nie umiałaby chyba opowiedzieć.
Tyczasem przeszła zima, miesiące i lata pędziły dalej, jak na skrzydłach. Dziewczynka była już starszą uczennicą, co lato jechała do domu, a jesienią wracała na pensję. Kiedyś latem, porządkując z matką w starej szafie, znalazła w pudełku pana. Leżał tam prosty, ciągle taki sam, nawet mole mu wąsów nie objadły. A kiedy wzięła go przez ciekawość na ręce i popatrzyła na nieruchomą maseczkę, wydało się jej, że jest podobny do pana Piotra, młodego nauczyciela francuskiego języka, dla którego wszystkie starsze uczennice najlepiej uczyły się lekcji. Zaraz więc pobiegła do lustra, aby zobaczyć jak wygląda w dłuższej sukience, a potem, patrząc na swoją twarz odbitą w szkle, powiedziała ładny wiersz francuski.
Wtedy umiała już ona dzielić ludzi na biednych i bogatych, starych i młodych, ładnych i brzydkich. Wiedziała o sobie, że jest ładna i młoda, a rodzice jej bogaci, co ostatnio zresztą powtarzały jej często koleżanki w szkole. Kiedy więc skończyła deklamować i stała jeszcze przed lustrem, była pewną, że należy do ludzi przez wszystkich lubianych. Czy też pan Piotr myśli to samo, biegło jej przez główkę. I po chwili wzięła znów na ręce pana co był tak do niego podobny. — Cóż to, przypomniałaś sobie swoje lalki? — rzekła matka, wchodząc do pokoju. Dziewczynka zarumieniła się, bo nosiła już prawie długą sukienkę i nie chciała, aby ją posądzano o bawienie się lalkami. — Nie mamo — odrzekła — niegdyś wyrządziłam mu krzywdę niesłuszną i teraz chciałabym, żeby tego nie pamiętał, — dodała wesoło.
Od tego czasu dziewczynka brała czasami pana na ręce, nazywając go zawsze Piotrem, niosła ze sobą do ogrodu i opowiadała mu tam wszystko, co myślała o nauczycielu języka francuzkiego. Panu było wszystko jedno, jak go nazywano, bo stało się to, czego pragnął. Mały grajek był zupełnie zapomniany. Jedno tylko trapiło dotąd, pana; wie-