Strona:Aleksander Szczęsny - Pieśń białego domu.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

nigdy takiego grania nie słyszała. — Wielcy ludzie nazywani muzykami, napisali dla nas to, co można kupić wszędzie, gdy się ma ochotę i umie grać. Są to nuty, — odpowiedziała ona dziecku. Wszyscy je znają, zachwycają się niemi, trzeba tylko, grając, pilnie uważać, aby się nie pomylić w takcie. Jak dorośniesz moje dziecko, będzie miło twoim rodzicom, gdy zagrasz przy gościach coś ładnego. To powinna umieć każda dobrze wychowana panna, — mówiła dalej stara nauczycielka i wybijała przytem ciągle takt kościaną rączką swej lornetki.
Więc dziewczynka uczyła się grać tak, jak jej mówiła nauczycielka. Fortepian szkolny jej nie przeszkadzał. Był to stary instrument o pożółkłych klawiszach, strojony raz na miesiąc. Nic go nie obchodziło tyle wygrywających na nim codzień dzieci. Trzeszczał wszystkim jednakowo gipsowemi pedałami, a duże popiersie, stojące nad nim na półeczce patrzyło się przed siebie oczami zrobionemi z dwuch dziurek.
Pewnego dnia w święto, przyszedł na podwórze szkoły wędrowny grajek. Grał dość dobrze na skrzypcach, więc pozwolono mu wejść do ogrodu, gdzie się bawiły wszystkie pensjonarki. Dziewczynka, słysząc skrzypce, przysunęła się bliżej. Coś się jej przypomniało, ale kiedy grajek przegrał już dużo różnych rzeczy, a nie było tam nic, coby było podobne do gry chłopca, dziewczynka spytała go, czy to jest wszystko, co się gra na skrzypcach. — Prawie wszystko, panienko — odpowiedział na to grajek, — ja gram bardzo dużo, umiem wszystko na pamięć i słuchają mnie chętnie nawet wielcy panowie, bo wybieram rzeczy najpiękniejsze i najbardziej znane. — A co pan myśli podczas grania? — pyta jeszcze dziewczynka. — Myślę, panienko, o tym kawałku chleba który zarobię od słuchających — odpowiedział grajek i wyciągnął czapkę, prosząc o parę groszy.
A więc chłopiec mówił nieprawdę, pomyślała wtedy dziewczynka. Nikt nie gra tego, co się myśli. — Od tego czasu