Strona:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1.djvu/299

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Woroncowie, po którym niebawem z początkiem następnego roku, lecz i nadal w roli towarzysza, objął zarząd naczelny tegoż ministeryum. Dwa przecież za zgodą cesarską kardynalne położył warunki: iż będzie zwolniony od pobierania pensyi i orderów i że zachowa osobistą swobodę postępowania. Obecnie obok obowiązków ministra i inne jeszcze, bliższe swemu sercu, miał sobie powierzone. Mianowany kuratorem okręgu naukowego Wileńskiego (15 kwietnia 1803), ujął w swoje ręce ster wychowania publicznego w ośmiu guberniach zachodnich, to jest na całej przestrzeni przyłączonych podówczas do Rosyi ziem dawnej Rzeczypospolitej. Zarazem szereg dobroczynnych uchwał Monarszych, pamiętne ukazy edukacyjne z tegoż roku ustalały organizacyę władz i zakładów wychowawczych na Litwie i Białorusi. Językiem wykładowym we wszystkich bez wyjątku szkołach ogłaszały język ojczysty i podawały je wszystkie jednolitej opiece akademii Wileńskiej. Czartoryski mógł na takich zasadach rozległą a owocną działalność rozwinąć, mając nadto przydanego sobie nieoszacowanego pomocnika w osobie Tadeusza Czackiego, wizytatora szkolnego dla trzech gubernii południowych: Kijowskiej, Podolskiej i Wołyńskiej. W rzeczy samej z dwudziestoletniego jego kuratorstwa kraj obfitego doczekał się plonu. Pomnożono na tym obszarze liczbę szkół okręgu Wileńskiego do czterystu pięćdziesięciu, uczących do tysiąca, ilość uczniów doszła do dwudziestu kilku tysięcy; otwarto takie zakłady, jak szkoła Krzemieniecka, gimnazyum Podolskie, a nadewszystko niezapomniana akademia Wileńska, wyniesiona na nieznany dotychczas stopień blasku i świetności i będąca z nauki i, co główna, z ducha koroną zaiste całej budowy szkolnej i duchową macierzą Mickiewiczowskiej generacyi. Po wszystkie czasy we wdzięcznej pamięci swoich ziomków utrwalił się tych dzieł niepożytych sprawca, a co dziwniejsza, nawet od obcych wziął później hołd zasługi; z ogłoszonych dzisiaj suchych dokumentów urzędowych jego postać z taką wyłoniła się powagą, iż przez wszystką prasę rosyjską doby dzisiejszej ogłoszony został za jedyny, godny naśladownictwa wzór rzetelnego opiekuna nauk i szkolnictwa. W tym samym atoli czasie, kiedy obszerne pole płodnej pracy domowej otwierało się przed naszym kuratorem wileńskim, trudniejsze nieskończenie zadania czekały petersburskiego ministra spraw zagranicznych.
Wstępując do rządu, «znalazłem się — powiada Czartoryski — w położeniu żołnierza, który, rzucony przez przyjaźń i przypadek do obcych szeregów, gorliwie pełni swą służbę, dla honoru: dla swego towarzysza albo pana.» Zresztą wyznaje z prostotą, która czyni zaszczyt jego szczerości, choć bynajmniej nie podnosi męża stanu, zaś Walenrodowej legendzie z przeciwnego znów końca odbiera podstawę, «nie miałem wówczas żadnego jasnego pojęcia, żadnego określonego planu, co do rodzaju usług, jakie na nowem mojem stanowisku mógłbym wyświadczyć Polsce.» Nie było jednak bez wpływu na jego decyzyę ówczesne położenie europejskie. Zawiodły pokładane pierwotnie na Rzeczypospolitej francuskiej nadzieje; dokonał w jej imieniu nowy rząd konsularny niespodziewanego zwrotu ku Rosyi w ostatnich latach panowania Pawła; doszła konwencya francusko-rosyjska (1801 r.) wydająca legiony; rozbita druga koalicya; pokój Lunewilski zawarty.
Miał Czartoryski już dawniej z tradycyi swego domu zaszczepioną głęboką dla Francyi nieufność; teraz pod wpływem rokowań paryskich i lunewilskich, na widok armat, wymierzonych na wysyłane do S. Domingo szczątki legionów, zrodziło się w nim nieuleczalne uczucie wstrętu i niewiary dla osoby i dążeń Bonapartego. Było to uczucie zrozumiałe, lecz w pewnej tylko mierze słuszne i rozumne, bowiem zaostrzone do zbytku i jednostronnie uogólnione, nie pozwoliło księciu Adamowi zrozumieć wielkiego człowieka w Napoleonie, nie pozwoliło mu w kilku stanowczych momentach natrafić na właściwy punkt ciężkości narodowego i europejskiego położenia. Przez walkę z Francyą konsularną służyć razem Rosyi, Polsce i Europie — to była pierwsza jego myśl przewodnia, odkąd objął zarząd spraw zagranicznych w Petersburgu. Wtedy myślał cesarza Aleksandra uczynić «arbitrem pokoju powszechnego,» a oswobodzenie Greków i Słowian bałkańskich, związek z Anglią, polubowne z Austryą porozumienie się i wiele innych jeszcze rzeczy znajdowało miejsce w tych obszernych marzeniach raczej niż planach, które z samego swego założenia zwracały się nietylko przeciw Francyi, lecz i w wyższej może mierze przeciw Pru-