Strona:Adolf Dygasiński - Zając.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do bobka. Czyż ja mam czas każdą rzecz oglądać, obwąchiwać, językiem smakować? Od gotowania jestem, nie od szafowania!
Wyznanie to obudziło niejakie obawy: „Trudno żyć w ciągłej niepewności, myśleć przy łykaniu każdego kąska, że się w organizm wprowadza przyprawy wstrętne, a może i szkodliwe dla zdrowia.
Szafarz nieprzytomny i kucharz lekkomyślny są to ludzie ogromnie niebezpieczni w domu.
Potem już każdy z uczestników stołu uważał sobie za obowiązek rzucić pogląd na sprawę z własnego punktu widzenia. Więc panna Aniela, nauczycielka domowa, ze skromnością osoby uczonej, zmuszonej rozrzucać perły swej wiedzy, twierdziła, że „szkodliwą może się okazać mieszanina nawet wcale nieszkodliwych przypraw“. Słuchacze jej poszukiwali w myśli nieszkodliwych przypraw, ażeby sobie wyobrazić stopień szkodliwości ich mieszaniny. Niektórzy zapewne wpadli na tory odkrycia i przybrali takie fizyognomie, jak gdyby doświadczali bardzo nieprzyjemnych wzruszeń... Może sobie kto i wyobraził mieszaninę: imbieru, lukrecyi, wanilii, cynamonu i wina burgundzkiego z przymieszką wody sodowej.
Koniec końców, pasztet kolendrowany stał się przyczyną, że kucharza i szafarza, jako urzędników niebezpiecznych, uwolniono od pełnienia ważnych obowiązków.