Strona:Adolf Dygasiński - Zając.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


śmierć widłami dziewczyna, wyrzucająca nawóz z obory. Oprócz tego wystrzelano wszystkie psy pokąsane i podejrzane o pokąsanie przez wściekłego.
Kiedy już ludność Morzelan wróciła do zwykłego trybu życia, Chylecki wybrał się nareszcie pieszo do Malwicz z strzelbą na ramieniu i w towarzystwie Korduskiewicza. Po drodze zerwał w łąkach dwa różowe kwiatki, których jeden przypiął sobie na piersiach, drugi przeznaczył dla Jadzi. Od pewnego czasu ta Teterzanka miała w sobie dla felczera jakiś wdzięk nie opisany — są wdzięki nie dające się opisać. Podczas kiedy on kochał się kolejno w Maryni i Tereni, ona wypełniała, wypiękniała, rozwinęła się doskonale. Jednego dnia zwrócił na to przypadkiem uwagę i odrazu zakochał się szalenie w tej trzeciej siostrze, która miała i nosek piękny, i uszka prześliczne, i dołeczki w buzi przecudne, i jeszcze coś, coś nie dającego się opisać.
Witalis przez całą drogę okiem psa wściekłego spoglądał na różowy kwiatek w mniemaniu, że go Chylecki ma zamiar oddać Maryni. Przybyli do chorej w chwili, kiedy Franek robił jej surowe wyrzuty za zbieranie kwiatków po łąkach:
— Dla krów chwastu niema kto zbierać, a ty za kwiatkami łazisz! Masz teraz, głupia! Sprawiedliwie cię ten pies wściekły pokąsał!