Strona:Adolf Dygasiński - Zając.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




XXV.


Pies wściekły wpadł do Malwicz, zwierzę szalone, opętane przez pożądliwość kąsania wszystkiego, co się zdarzy.
Łeb na dół opuszczony, u paszczy rozdziawionej wisiał język, jakby flak sinawy z nitką śliny, — ogon obwisły, — ruchy nagle, niepewne, drgawkowate.
Dziwnie zezując zapadłymi ślepiami, biegł drogą wężykowato i coraz to nawiedził podwórko gospodarskie, aby tam zaszczepić swą wściekliznę. Rzucił się oto na krowę, ugryzł ją w nogę; spokojne bydlę podskoczyło, poryknęło, potem stanęło i przeżuwało w dalszym ciągu. Napadł gęś z pisklętami: schwycił jedną gąskę, ścisnął w zębach i wypluł je martwe. Matka, choć to gęś, rozpostarła skrzydła, z sykiem śmiało nań uderzyła; on zgrzytnął, wyszczerzył zęby, skoczył, skubnął ją dobrze i na białem pierzu pozostawił plamę krwawą.