Strona:Adolf Dygasiński - Zając.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ostudzić najgorętszą miłość. Kiedy się ów nieszczęśliwy gach gramolił na brzeg z potoku, bezuchy szarak mógł się już uważać za pana położenia, za istotnego zwycięzcę. Nie liczył się wcale z dwoma gachami uniedołężnionymi przez walkę i śmiało do niej teraz przystąpił. Porozumienie się wzajemne niedługo trwało, a ona, spokojna trusia, pokornie za nim poszła jak żona za mężem: już więcej nie klaskała i była zupełnie uległą. Jeszcze tego samego roku, w sierpniu, odniósł także zwycięstwo nad współzawodnikami, do czegu mu dopomógł lis Kita, który znienacka wpadł na takie zajęcze wesele i w mgnieniu oka udusił dwóch walczących gachów; bezuchy tymczasem ratował się ucieczką w towarzystwie płci żeńskiej. Pod każdym względem sprzyjało mu szczęście. Oczekiwać należy, że w Morzelanach dotąd istnieje potomstwo bezuchego gracza, które — podobnie jak on — używa przywileju szczęścia. Dlaczegóżby i to nie miało być dziedziczne.?

Adolf Dygasiński - Zając str 92.jpg