Strona:Adolf Dygasiński - Zając.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




XIX.

Kiedy Franek wyszedł od Chyleckiego, Malwa po księżycu dreptał około domu, przytupując nogami na mrozie. W milczeniu przybyli do Malwicz, a wtedy chłopak wyraził życzenie, ażeby strzelec zatrzymał się na drodze o jakich pięćdziesiąt kroków od domostwa Jaśka Tetery.
— Poczekajcie tu chwilkę, — powiada.
Zacierając ręce, Teterzak wszedł do izby, gdzie nikt nań nie zwrócił uwagi i nikt mu nie odpowiedział, kiedy mówił, że mróz siarczysty na dworze. Marynia czytała na głos książkę, a matka, Terenia i Jadzia, szyjąc przy lampie, słuchały.
W tem nagle Marynia przerwała czytanie, zapaliła papierosa, zbliżyła się do brata, odebrała list doktora i poszepnęła: — Strach, co tu za awantury dziś były!