Strona:Adolf Dygasiński - Zając.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łączce. W swoim rodzaju Filon i Filis za borem. Gach z bijącem sercem biegł w podrygach, pomrukiwał rozkosznie, przytupywał i, gdyby miał język ludzki, powiedziałby: „Marząc o tobie, spędzam bezsenne dni i nocy“. Zachwycające ruchy warg i mruganie oczu płci żeńskiej stanowiły odpowiedź na jego oświadczenie. Niebawem też nastąpiła bliższa znajomość: bieganie w kółko, dotykanie się wzajemne na cztery strony świata. On, cały w koperczakach, właściwym sobie językiem, złożył wyznanie najgorętszej miłości i po zajęczemu błagał o wzajemność. Wysłuchała go, dając przytem do zrozumienia, że bynajmniej nie jest nieczułą jak skała. Ale, gdy uniesiony zapałem wykonał ruch, zakrawający na najwyższy stopień poufałości, natychmiast odskoczyła figlarnie, jak gdyby przez to chciała wyrazić: „Za pozwoleniem, zbyt krótko się znamy! Ja swego serca tak lekkomyślnie nie mogę oddawać“. I z nadzwyczajnym wdziękiem wbiegła na wzgórek, gdzie znowu wykonała zajęcze klaśnięcie w dłonie. Zrobiło mu się markotno; jednakże płeć żeńska ma w takich razach niezaprzeczone prawa, które należy szanować. W kilka minut potem, kiedy on już na nowo rozpoczynał uświęcony przez tradycyę obrzęd zalotów, ukazała się w oddaleniu postać innego gacha, zbliżającego się w rycerskich prysiudach i z pięknie postawionymi słuchami do naszej