Strona:Adolf Dygasiński - Zając.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wodzą jego najgłupsze przeczucia. Że się właśnie tak szczęśliwie składało w życiu bezuchego, przeto pozyskał on sławę genialnego zająca na całym obszarze Morzelan. Ba, znaleźli się nawet skłonni przypisać mu i przymioty nadprzyrodzone, nadzajęcze!
Przyczyną sławy jest to, że jej potrzeba tym, którzy sławnych robią.
Pochodzić z rodu mającyh uszy, a nie mieć uszu, jest to już zadatek na dobrą lub złą sławę. „Znaczony w bożej oborze“ posiada tem samem pierwszy warunek, aby go wyróżniać, a następnie — uwielbiać albo nienawidzieć.
Wół czarny z białą gwiazdką na czole, z białą łatą na boku i z guzem na języku, używał w Egipcie sławy i nawet taką cześć odbierał, że po jego zgonie cały naród chodził w żałobie. A woły gniade, białe, srokate, dostawały baty i musiały chodzić w pługu. Bezuchy zając nie różnił się niczem od swoich przodków i współczesnych, odziedziczył przez urodzenie wszystkie wady i zalety zajęcze. Zające bowiem stanowią kastę zamkniętą, nie dopuszczają żadnego postępu: kluczują, wymykają, kicają, kołtują, stają słupka, dotrzymują w kotlinie, dają psom obroty, kniażą — podług odwiecznej tradycyi.
Więc tylko szczęście wyniosło naszego szaraka do godności gracza, a brak uszu zwrócił nań uwagę w Morzelanach.