Strona:Adolf Dygasiński - Zając.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kie naganki oblicza się na zupełne ogłupienie tchórzów, czyli takich zajęcy, co to dosyć jest na nie dobrze krzyknąć, aby się pozwalały zabijać. Na wnyki, sidła, można wyłowić wszystkie szaraki roztargnione, bardzo niedoświadczone, nieostrożne. Lis na łowach, zwłaszcza głodny, jest wytrwały, baczny i chytry; ale właśnie ta chytrość jego, ta podejrzliwa przemądrość, posunięta do przesądu, sama nieraz wywiedzie go w pole: lisem będąc, staje się częstokroć zającem, pragnie jak najdłużej przeżyć ze swemi tajemnicami.
Dopiero polowanie „do kotła“ jest prawdziwie zabójcze dla każdego zająca. Tak się zwie oblężenie i opasanie w około pewnej ilości szaraków, z których każdy, co się na zewnątrz wychyli, natychmiast w łeb bierze. Najgłówniejszy to wynalazek niemiecki, z wielkiem powodzeniem stosowany przez krzyżaków, kiedy szło o nawrócenie do wiary chrześcijańskiej pogan pruskich, kryjących się po borach ze swemi tajemnicami. Hasło brzmiało: „Zwężać, zacieśniać, dopóki ofiara sama nie przyjdzie pod obuch!“
Chłopi z bystrym wzrokiem, a twardem sercem, myśliwi wytrawni, uzbrojeni w nabite strzelby, ustawiają się w obręcz i miarowym krokiem suną naprzód tak, że owa żywa obręcz coraz bardziej szczupleje, staje się węższą. Zając na widok następujących strzelców rzuca się na przeciwną stronę obręczy, gdzie