Strona:Abu Sajid Fadlullah ben Abulchajr i tegoż czterowiersze.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IV.

Dałaś była przytułek mi we własnym kątku,
Dałaś miesce przy uczcie pragnień narkotycznych,
Pożar w sercu wznieciłaś, przes tysiące piesczot,
A samaś — przebóg! — zbiegła kędyś na pustynie.



V. [1]

Na śmierć pobożną pędzi żołnierz Mahometa,
Lecz męczennik miłości koniec ma zacniejszy:
W dniu bowiem zmartwychwstania jawno się okaże,
Że piérwszy padł z rąk wrogów, drugi — z rąk kochanki.



VI.

Z łaski twojéj człek żaden jescze nie rospaczał,
Komu usty podałaś — sczęsnym był na wieki!
Wżdy pyłek najmarniejszy, s twą miłością sprzęgły,
Nie grał podłej światłami od stu słońc palących.



VII.

Choć serce się włóczyło po pustyni życia,
Na trzaski połapane nic nie zrozumniało.
Na próżno w sercu pożar słońc tysiąca szalał!
Na drodze doskonaleń pyłek nie ma końca.



  1. Cztérowiérsz V. Ze wstydem zaznaczam, że błąd gramatyczny w ostatnym wiérszu zawarty, mianowicie: z rąk kochanki zamiast z ręku kochanki nie może być usunięty bez uszkodzenia, i to wielkiego, całego wiérsza.