Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A bo i prawda!
— Stoję po stronie p. Emilji — zauważył doktór M., który z sąsiedniego miasta czasami przyjeżdżał do nas na winta. — Nie idzie mi tu oczywiście o walkę z logiką...
— Chwała Bogu — zawołał jeden z panów. — Kochany doktorze, jesteś znakomitym lekarzem, ale też lubisz rzeczy ekscentryczne i w średnich wiekach napewno byłbyś sławnym czarownikiem.
— Bardzobym pragnął. Marzeniem moim byłoby to samo, nad czym pracowali alchemicy: eliksir młodości! Zapewne usłyszę znów tensam zarzut, że się to nie zgadza z ekonomją natury. Ale na to odpowiem: czyliż my znamy całkowicie logikę i ekonomję natury, jej zamiary, jej istotę, jej możliwości? Zapewne codzienne doświadczenie uczy nas, że człowiek mniej więcej w 60 — 80 roku życia umiera jako starzec, ale nie zdaje mi się to conditio sine qua non. Rozmaite mogłyby być sposoby rodzenia się, umierania i odradzania. Może są planety, na których istota ludzka trwa w długoletniej młodości i zagasa w pełni uśmiechów i rozkoszy. Może są światy, na których człowiek, doszedszy do pewnego wieku, na nowo się odmładza, jak to widzimy u roślin. I na ziemi człowiek niekoniecznie musiał umierać tak wcześnie, jak to dziś widzimy — i niekoniecznie w stanie takiego kalectwa i choroby, jak to dziś widzimy. Dawne podania mówią nam o ludziach, co żyli po kilkaset lat, otoczeni kołem praprawnuków i prapraprawnuków.
Na wyspach Polinezji istnieje piękna legienda o